1. Bdc przestraszony tak dziwnym widokiem,  e si Bg swojj mierci lka! 
 W Ogrjcu, gdy widz na modlitwie okiem,  Dla mnie mizernego czowieka!  Ma umrze Stwrca ziemi Nieba, 
 Czeg na spodziewa si trzeba?  Ktrzy, nie jak Bogu,  Przy swym zym naogu  Czynim wielkie zniewagi.

2. Postpujc dalj myl w tj podry,  Widzc, e ju Boga imaj;  Pragnienie mnie bierze, abym patrza duj, 
 Co za przyczyn tego maj.  Nie widz, tylko dobro Pana;  Ta rana Jemu jest zadana,  Ktr dla zbawienia 
 Ludzkiego plemienia  Ponis, bym by zbawiony. 

3. Stawia si ju Pan nasz wysadzonym sobie,  Ktrzy Go maj dekretowa;  Okazuje im si w najlichszj osobie, 
 Chcc caemu wiatu pokaza:  em ja Bg, mgbym czyni sia,  Ale mnie mio zwyciya, 
 Ktra dla kadego,  Chocia najgorszego,  Przy skrusze da si rada. 

4. Idc za tym torem, ktrym, Boga wczc,  Zo ydowska drog toruje, 
 Od zacztj mki nic mu nie folgujc,  Owszem wicj mczar gotuje;  A za co? za to, e nic zego 
 Nic czyni; dla stworzenia swego  idzie obciony,  Gdzie Go zgromadzony  Lud na mier dekretuje. 

5. Rozumiaem, e si kto nad Nim zmiuje,  Widzc tak upokorzonego;  Ali zo ydowska cierniem koronuje, 
 I krzy kae robi dla Niego.  Krl chway za wiatowe zoci  Chce umrze, szczeglnie z mioci, 
 Aby tak zapaci,  Co czowiek utraci  W zociach zapamitay. 

6. Ju stan na grze, pokazujc met,  no ktrj kademu id trzeba;  Wypowiedzia wiatu ostatni walet, 
 Chcc by Panem caego Nieba.  I zaraz wite Jego ciao  Do krzya przybite zostao 
 Gwodmi okrutnemi,  Niezaostrzonemi,  Ktre rce zoray. 

7. Gdy wisi na krzyu Bg i Stwrca Nieba,  Upaem sonecznym spieczony, 
 Woa: pragn! e Mu napoju potrzeba,  Aby czowiek mg by zbawiony.  Z serc ludzkich ez al wyciga, 
 Lecz si zo ydowska sprzysiga,  By Mu ci daa,  Octem napawaa Boga, zamiast sodyczy! 

8. Pije niezmarszczony  z octem zmieszan,  Ktry nam krwawe rdo toczy. 
 By ydw pragnienie napoi wylan  Krwi. Przed onyche stawia oczy.  Dwa rda z boku wytoczone, 
 Gdy serce wczni przebodzone  Z mioci zostao,  By nam udzielao  Swych dobrodziejstw skarbnice. 

9. Nowe prawo z krzya Janowi przynosi,  Matce swj go za Syna dajc;  e si wypenio pismo wiatu, gosi, 
 Z drzewa krzyowego woajc:  Umiera, zwisa na d gowa,  A przecie, mwi owe sowa:  "Boe dobrotliwy, 
 Bd im miociwy,  Bo nie wiedz, co czyni!" 

10. Skay si porway, gwiazdy si pomiy;  Soce Stwrcy swego auje;  ywioy sw rado w smutek zamieniy; 
 Jzef ciao z krzya zdejmuje.  A czowiek twardszy jest nad skay,  Kiedy go krwawe nie zmikczay 
 Krople Stwrcy swego,  I pomienionego  Smutku w nim nie wzbudzaj. 

11. Odbiera Maryja Syna umarego,  Na swojm witm skada onie,  W biae przecierado ju uwinionego 
 Zranione maci skrapia skronie;  Do grobu z aoci. zanosi,  I zami syna pogrzeb gosi, 
 Bymy Go chwalili,  I w sercu nosili  Jako Boga prawego.    Amen.

Teofil Klonowski: Szczeble do nieba, Pozna 1867, t.I, str. 232, pie 129.
